Przejdź do treści

Domena, hosting i technologia

Strona w dwóch językach – kiedy warto i jak ją zorganizować

Druga wersja językowa to nie tylko tłumaczenie, ale też obsługa klientów w tym języku. Podpowiadamy, kiedy ma sens i jak ją zorganizować od strony treści i techniki.

Strona w dwóch językach – kiedy warto i jak ją zorganizować

Druga wersja językowa brzmi jak prosty dodatek: te same treści, tylko po angielsku czy ukraińsku. W praktyce to drugi zestaw tekstów do napisania, sprawdzenia i aktualizowania, a przede wszystkim obietnica złożona klientom – że w tym języku możesz ich obsłużyć. Zanim zamówisz tłumaczenie, warto zastanowić się, czy ta obietnica jest realna i w jakiej formie najlepiej ją złożyć.

Kiedy druga wersja językowa ma sens

Najprostsze kryterium: czy wśród Twoich obecnych lub potencjalnych klientów są osoby, które szukają usług w innym języku niż polski. Przykłady z życia małych firm:

  • gabinet stomatologiczny lub fizjoterapeutyczny w dużym mieście, do którego trafiają studenci i pracownicy z zagranicy,
  • tłumacz, prawnik czy biuro rachunkowe obsługujące cudzoziemców prowadzących firmy w Polsce,
  • fotograf ślubny, który chce pozyskiwać pary z zagranicy organizujące wesele w Polsce,
  • szkoła językowa ucząca polskiego jako obcego,
  • pensjonat, przewodnik czy firma eventowa obsługująca turystów.

Zamiast zgadywać, sprawdź, co już wiesz. Zapytaj osoby odbierające telefony, jak często dzwonią klienci mówiący w innym języku. Zajrzyj do statystyk strony i do Google Search Console – czasem widać tam wyszukiwania po angielsku, na które Twoja strona już się wyświetla. To lepsza podstawa decyzji niż ogólne przeczucie, że „wypada mieć angielską wersję”.

Drugie, równie ważne pytanie: czy naprawdę obsłużysz klienta w tym języku. Jeśli strona jest po angielsku, a w recepcji nikt nie porozumie się po angielsku, klient poczuje się wprowadzony w błąd. Lepiej wtedy napisać wprost, w jakich językach odbywają się wizyty, i dać jedną krótką podstronę z najważniejszymi informacjami, niż obiecywać pełną obsługę, której nie ma.

Pełna wersja czy skrót najważniejszych informacji

Masz do wyboru kilka modeli, różniących się kosztem i nakładem pracy.

  • Pełna kopia strony – każda podstrona ma swój odpowiednik w drugim języku. Najlepsza dla firm, dla których klienci zagraniczni są ważną grupą.
  • Skrócona wersja – kilka podstron: oferta, cennik, jak się umówić, kontakt i dojazd. Często wystarcza i jest znacznie łatwiejsza w utrzymaniu.
  • Jedna podstrona – np. „English” z opisem usług w kilku akapitach i danymi kontaktowymi. Minimum, które pokazuje, że cudzoziemcy są mile widziani.

Wybór zależy od tego, ile osób realnie z niej skorzysta i kto będzie dbał o aktualność. Blog po polsku zwykle nie wymaga tłumaczenia – wyjątkiem są wpisy, które odpowiadają na pytania właśnie klientów z zagranicy.

Tłumaczenie to coś więcej niż przekład słów

Narzędzia do automatycznego tłumaczenia są dziś dobre, ale tekst na stronę firmy powinien zostać przynajmniej przejrzany przez osobę, która dobrze zna język. Błędy w tłumaczeniu odbierają wiarygodność, a w usługach medycznych czy prawnych mogą wprowadzać w błąd. Nazwy zabiegów, procedur i dokumentów warto sprawdzić szczególnie uważnie.

Druga sprawa to dopasowanie treści do czytelnika. Klient z zagranicy może nie wiedzieć, czym jest NFZ, jak działa parking w strefie płatnej czy jak dojechać tramwajem z dworca. Dlatego wersja obcojęzyczna często potrzebuje innych informacji niż polska:

  • numer telefonu w formacie międzynarodowym, z kierunkowym +48,
  • informacja, w jakich językach można się porozumieć na miejscu i przez telefon,
  • wyjaśnienie zasad płatności, np. czy przyjmujesz karty i czy wystawiasz faktury dla firm zagranicznych,
  • czytelny opis dojazdu i wejścia do budynku.

Jeśli zastanawiasz się, kto powinien przygotować teksty, przydatny będzie wpis o tym, czy pisać teksty samemu, czy zlecić je copywriterowi – podobne zasady dotyczą tłumaczeń.

Organizacja techniczna

Kilka zasad sprawia, że strona dwujęzyczna jest wygodna dla ludzi i zrozumiała dla wyszukiwarek.

  1. Osobne adresy dla każdej wersji – np. twojafirma.pl/ po polsku i twojafirma.pl/en/ po angielsku. Google zaleca stosowanie oddzielnych adresów zamiast przełączania języka na tym samym adresie.
  2. Przełącznik języków widoczny w tym samym miejscu na każdej podstronie, z nazwą języka zapisaną w tym języku („English”, „Українська”). Flagi bywają mylące, bo kraj to nie język.
  3. Przełącznik prowadzi do odpowiednika – klient czytający o masażu po polsku po kliknięciu „English” powinien trafić na opis masażu, a nie na stronę główną.
  4. Bez automatycznych przekierowań na podstawie lokalizacji czy ustawień przeglądarki. Polak mieszkający za granicą może chcieć czytać po polsku. Google również odradza takie przekierowania.
  5. Informacja dla wyszukiwarek – specjalne oznaczenia (tzw. hreflang) mówią Google, które strony są swoimi odpowiednikami w różnych językach. Szczegóły opisuje oficjalny poradnik Google Search Central o stronach wielojęzycznych.
  6. Osobne tytuły i opisy stron dla każdej wersji, a nie przetłumaczona tylko treść.
  7. Formularze i wiadomości – potwierdzenia rezerwacji, komunikaty błędów i automatyczne maile również w języku klienta. Do tego przetłumaczona polityka prywatności i baner cookies.

Przełącznik języków to element nawigacji, więc warto zaplanować go razem z całym menu – o tym, jak robić to dobrze, piszemy w tekście o menu strony.

Utrzymanie – o tym myśli się najrzadziej

Każda zmiana na stronie dwujęzycznej to dwie zmiany. Nowa cena w cenniku, nowe godziny przyjęć, nowa usługa – wszystko trzeba wprowadzić w obu wersjach. Typowy problem stron wielojęzycznych to wersja obcojęzyczna, która „zatrzymała się” kilka lat temu, z nieaktualnym cennikiem i nazwiskiem specjalisty, który już nie pracuje w gabinecie.

Ustal na starcie, kto odpowiada za aktualizację drugiej wersji i jak szybko zmiany mają się w niej pojawiać. Pomaga prosta zasada: żadna zmiana w polskiej wersji nie jest „skończona”, dopóki nie trafi też do drugiej albo nie zostanie świadomie pominięta. Jeśli wiesz, że nie dasz rady utrzymać pełnej kopii, wybierz skróconą wersję. Mniejsza, ale aktualna strona jest więcej warta niż rozbudowana i nieaktualna.

Krótka lista przed decyzją

  • Kto z Twoich klientów skorzysta z drugiej wersji i czy obsłużysz go w tym języku?
  • Pełna wersja, skrócona czy jedna podstrona?
  • Kto przetłumaczy i sprawdzi teksty?
  • Jakie informacje praktyczne trzeba dodać dla cudzoziemców?
  • Kto będzie aktualizował drugą wersję po każdej zmianie?

Częste pytania

Czy mogę użyć automatycznego tłumacza wbudowanego w stronę?

Takie rozwiązanie bywa wygodne, ale daje mniejszą kontrolę nad jakością tekstu i zwykle słabiej sprawdza się w wyszukiwarce niż osobne, przejrzane wersje podstron. Przy usługach medycznych i prawnych lepiej postawić na sprawdzone tłumaczenie.

Czy druga wersja językowa pomoże mi w Google za granicą?

Może ułatwić dotarcie do osób szukających w danym języku, ale nie gwarantuje pozycji. Liczą się jakość treści, poprawne oznaczenie wersji językowych i to, czy oferta odpowiada na potrzeby tych klientów.

Czy flagi w przełączniku języków to zły pomysł?

Nie są błędem, ale bywają mylące, bo jeden język używany jest w wielu krajach. Nazwa języka zapisana w tym języku, np. „English”, jest zwykle czytelniejsza.

Potrzebujesz strony, która dobrze pracuje na Twoją renomę?

Projektujemy strony wizytówki dla specjalistów i firm usługowych — z domeną i hostingiem na pierwszy rok.